wtorek, 6 sierpnia 2013

3. ...i ucieczka

-Postaraj się trochę- syknęłam.
Ugięłam się pod ciężarem Emilki, która stała mi na ramionach i próbowała dosięgnąć okna.
-Sięgam do niego, ale tu są kraty. Nie zmieszczę się między nie.
Musiałyśmy jakoś je wyjąć, ale jak?
-Może poczekajmy aż tu przyjdą, wtedy im uciekniemy- zaproponowała Emi, zsuwając się na ziemię.
Znów poczułam kłujący ból w ramieniu.
-Nie, to na nic- stwierdziłam.- Próbowałam tego, zanim się spotkałyśmy. Uśpili mnie.
-To dlatego byłaś nieprzytomna?
-Bingo, Em!- zawołałam ironicznie.- A teraz ma ktoś jeszcze jakieś pomysły, czy czekamy w zamknięciu na nieuniknione?
Dziewczyny spojrzały się po sobie , a ja usiadłam z głuchym westchnięciem. Wtedy przyszedł mi do głowy jeszcze jeden pomysł.
-Gabi- zwróciłam się do przyjaciółki- Mogłabyś mnie podsadzić?
-Jak dam radę...- podeszła pod ścianę pochylając się, żebym mogła na niej stanąć.
Udało się. Złapałam za kraty, przytrzymując się mocno, kazałam Gabi mnie puścić. Wisiałam na kratach, ale one nawet nie drgnęły. Puściłam się, upadając głośno na ziemię.
-Może spróbujemy tym?- Gabrysia wyjęła pilnik z kieszeni swoich jeansów.
-Tak!- byłam naprawdę usatysfakcjonowana.- Ale przepiłowanie tego trochę nam zajmie. Dasz radę mnie utrzymać ile będzie konieczne?
-A mam wybór?- uśmiechnęła się smutno. 
Było już późno, więc mogłyśmy od razu zabrać się do pracy. Ryzyko, że ktoś tu przyjdzie o tej porze było niewielkie. Mimo to postawiłyśmy Emilię na czatach. Stałą przy drzwiach nasłuchując, czy ktoś nie idzie.
---5 godzin później---
Piłowanie prętów było trudniejsze niż nam się zdawało. Na zmianę z Gabi jedna z nas piłowała, druga ją trzymała. Zaś Emilia Małe okno miało w sobie ledwie dwa pręty,ale trzeba było przepiłować oba, żeby można było cokolwiek zrobić. Wystarczyło przeciąć pręt w środku, by obie jego części dało się wyjąć z okna.
-Pati- Gabriela położyła się na podłodze ledwo żywa.- Pomysł świetny, ale co dalej? Przecież w życiu się tam nie zmieścimy. Ledwie Emi da radę się przecisnąć.
-Dokładnie. Wyjdzie tędy, po czym otworzy nam drzwi.
- Że jak?!- przysypiająca już Emilia zerwała się na równe nogi.- Zabiją mnie, jak na nich trafię!
-Nic ci nie zrobią- odparłam spokojnie.- Póki co więcej znaczymy dla nich żywe. W najgorszym razie cię ogłuszą i trafisz tu z powrotem. 
-Pocieszające- mruknęła niepocieszona, ale pozwoliła się podsadzić i pomóc przecisnąć przez okno. - Patrycja?- spytała, stojąc już za oknem.-A jak ja mam niby otworzyć te drzwi? Pewnie są zamknięte na klucz.
-Na kłódkę- odparłam, kiedy zauważyłam, że w rzeczywistości nie widać od środka zamka. To dlatego nie mogłyśmy zrobić wytrychu.-Och...
Miałyśmy problem. Nie mogłam narażać Emi, ani oczekiwać, że będzie jak w kreskówce- moja siostra wykradnie klucz mocno śpiącemu strażnikowi i nas uwolni.
-Myślę, że mogłybyśmy spróbować się przecisnąć oknem- stwierdziła Gabi.- Skoro Emilia jest już na górze mogłaby nam pomagać. Pati, podsadzę cię, próbuj. 
Niezbyt mi się to podobało, ale nie miałam wyjścia. Stanęłam przyjaciółce na ramionach. Uniosłam ręce nad głowę, łącząc dłonie jak do pływania ,,delfinkiem". Uznałam, że dzięki temu skurczę się trochę w ramionach i będę mogła się podciągać rękami. Udało się. Chociaż pomoc dziesięciolatki nie była wiele warta, Emilia starała się jak mogła. Potem została nam Gabi. Ona miała najtrudniej, gdyż musiałyśmy ją podciągać, żeby w ogóle dostała do okna. Ale dałyśmy radę.
-Co teraz?- spytała Emilka.
-Macie może ochotę na przejażdżkę?- spytałam, patrząc w kierunku folblutów na wybiegu.
-Chcesz powiedzieć... na koniach?!
Nie wiedziałam, czy Emilia jest podekscytowana, czy przerażona.
-Tak. Chyba, że wolisz samochód. Ale po pierwsze najpierw musiałybyśmy łączyć kabelki, po drugie żadna z nas nie ma prawka, a po trzecie samochody w lesie kiepsko się sprawdzają. Utknęłybyśmy przy pierwszym powalonym drzewie.
-Świetny pomysł- zaaprobowała Gabi.- Ale Emi nie umie jeździć.
-Spoko. Weźmiemy dwa konie. Jeden dla ciebie, drugi dla nas. Przyniesiesz sprzęt? To znaczy ogłowia. Nie mamy czasu na siodła, ale bez wodzy nie dam rady kierować koniem. Nie jeżdżę tak jak ty. Ja tym czasem przyprowadzę konie.
Ostatecznie jednak zrezygnowałam z anglików. Nie umiem cwałować, a Gabi na pewno nie da rady jechać tak szybko między drzewami. Lepsze będą skoczki. Wzięłam więc dwa holsztyny. Konie miały założone kantary, dzięki czemu przyprowadzenie ich nie trwało długo. Ja prowadziłam siwego jabłkowitego wałacha, Emilia wzięła gniadą klacz. Dwie minuty później spotkałyśmy się z Gabi przy ogrodzeniu. Szybko w milczeniu kiełznałyśmy konie. Już kończyłam dopinać paski ogłowia, kiedy Emilia trąciła mnie w bok.
-Mamy towarzystwo- szepnęła.
Podążyłam za jej wzrokiem. Rzeczywiście. Z domu wyszli nasi porywacze razem z Szefem. Nie umiałam wsiadać bez siodła, więc Gabi mnie podsadziła. Za mną posadziła Emilię. Na końcu zaś wsiadła sama. Ruszyłyśmy stępem, kłusem aż w końcu galopem. Skierowałyśmy konie w stronę otwartej bramy, niestety ta zaczęła się zamykać. Już wiedziałyśmy, że nie zdążymy nią przejechać. Emilia ściskała mnie z całej siły utrudniając oddychanie.Poruszyłam się niespokojnie pod jej uściskiem, ale nic więcej nie robiłam. Siedziała na koniu od trzydziestu sekund, a już pędziłyśmy pełnym galopem. Mnie rok zajęło dojście do tego etapu. Zawróciłam jabłkowitego konia, którego w myślach nazwałam Ligol od odmiany jabłek. Musiałyśmy znaleźć drogę ucieczki. Porywacze wyciągnęli broń, a mi się czarno zrobiło przed oczami, kiedy jeden z nich wycelował mi w głowę.
-Kretyni!- krzyknął Szef.- Jeśli jeden włos spadnie którejkolwiek z głowy, przyrzekam, że was własnoręcznie wypatroszę! Łapcie je!
Stanęli przed nami, wymachując rękami. Myśleli, że nas to zatrzyma! Nonsens. Dałam łydkę wahającemu się Ligolowi. Wałach skoczył przed siebie, pędząc pewnym krokiem. Mężczyźni odskoczyli przed rozpędzonym koniem. Jechałam dookoła posiadłości, Gabi za mną, ale nie znalazłyśmy nigdzie wyjścia.
-Skacz, Pati!- krzyknęła przyjaciółka.- Skacz!
-Na koń i macie je złapać!- znów zawołał Szef.- W razie konieczności zabijcie ich konie.
Wiedziałam o co jej chodzi. Ogrodzenie w najniższym miejscu miało z półtora metra. Mogło być gorzej, ale hmm... Nie umiałam skakać. Niech się dzieje co ma dziać, pomyślałam, kierując się w tamto miejsce.
-Trzymaj się mocno i wykonuj te same ruchy, co ja- poleciłam Emilii, robiąc półsiad. Mój pierwszy skok. To zdanie nie dawało mi spokoju. Pochyliłam się nisko nad szyją konia, gdy ten się wybił. Przy lądowaniu poczułam jak Emilia ściska mnie mocniej , a potem nagle puszcza. Odwróciłam głowę by zobaczyć, jak Em upada na ziemię. Krzyknęłam jej imię. Zaczęłam walczyć z Ligolem, żeby zawrócił, ale w tym momencie rozległy się strzały, koń wygiął szyję, nie miał zamiaru stanąć.
-Jedź!- zawołała Gabi.- Wezmę ją!
Zobaczyłam jak przyjaciółka, która już przeskoczyła ogrodzenie wciąga na grzbiet klaczy przestraszoną, mocno poobijaną Emilkę. A zaraz za nimi pędzili galopem dwaj z porywaczy.
-Wyprzedźcie mnie!- poleciłam.- Nie mogę nim kierować, może pobiegnie za wami!
Zdążyłam wypowiedzieć te słowa, kiedy rozległ się kolejne strzały. Poczułam rozrywający ból w plecach, najpierw w małym kawałku, potem rozchodził się wzdłuż kręgosłupa. Byłam sparaliżowana. Koń wyślizgnął się spode mnie i pognał dalej. Zobaczyłam, jak utyka na tylną nogę, z uda sączyła się krew. Chwilę potem z całej siły uderzyłam o ziemię.
-Pati!- krzyknęła zrozpaczona Emilia. 
Gabi już zatrzymała gniadoszkę. Skierowała się w moją stronę. Traciłam przytomność, byłam taka słaba. Przeze mnie tylko je złapią. Jak będą wolne może sprowadzą pomoc. A jeśli nie zdążą, przynajmniej moja śmierć nie pójdzie na marne. 
-Jedźcie...- jęknęłam ledwo słyszalnie.
-Nie zostawimy cię- zaprzeczyły chórem.
-Proszę...- nie zauważyła jak namacałam ręką owalny kamień o najdłuższej średnicy długości kciuka. W tej chwili zacisnęłam na nim pięść. Rzuciłam kamieniem w nie, trafiając idealnie tam, gdzie celowałam, w udo konia- Wio!
Był to jedyny sposób, by mnie opuściły. Jednak wymagało to resztek mojej energii. Poczułam jakby coś w moich plecach mnie rozdzierało od środka. Jednocześnie opuściły mnie wszystkie siły. Straciłam przytomność. Ostatnim co słyszałam były głosy dwóch mężczyzn.
-Szef nas zabije, jak ją zobaczy. Lepiej wiejmy, póki możemy. Jej już nic nie pomoże.
-Nie... ona oddycha, ale puls jej słabnie. Mam pomysł.
----------------------------------------------
Komuś brakowało koni? ;P
Nie dopracowałam tego rozdziału tak, jak miałam zamiar, ale w tym momencie pływam. A dokładniej to się rozpuszczam. Jestem ciepłolubna, ale bez przesady. 32 st. C w cieniu po wschodniej stronie bloku. Wolę nie wiedzieć ile jest w słońcu. Na nic nie mam siły, ostatkiem energii kończę notkę i wyłączam komputer. A potem idę się rozpuścić z godnością*! xD

*(czyt.) z sokiem wyjętym z lodówki z kostkami lodu na leżaku na balkonie

3 komentarze:

  1. Jezus Maria kolejna sadystka! Znając życie pewnie będzie sparaliżowana, no matko. Czy tak ciężko nie zostać postrzeloną?
    Biedna... Ale coś mi się nie zgadza najpierw mówisz że siodeł nie było a potem że Gabi wciąga Emilke na siodło?
    Mam nadzieje że wszystko będzie dobrze.
    Super zwrot akcji, czekam na kolejny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też zauważyłam z tym siodłem. No ale to jedyny błąd(na dodatek mały) w opowiadaniu, a ja robię ich masę, więc ... XP
    U mnie nie jest lepiej z pogodą. Też taki upał, że nawet włożenie głowy do lodówki nie działa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, mój błąd. Po prostu chodziło mi o to, że wciągnęła ją na konia, ale z przyzwyczajenia napisałam, że na siodło. Zapomniałam, że jechały na oklep ;)

      Usuń